Legenda VIII


Cuda Świętego Mikołaja z Miry.


Są ludzie, którzy wierzą w zatopione miasta, są tacy, którzy wierzą w istnienie kosmicznych galaktyk i istotach o nieprzeciętnej inteligencji. Historia, którą tu opiszę nie pamiętają, ani rodzice, ani rodzice waszych rodziców, ani ich pradziadowie. Opowieść ta może dla was być zbyt prozaiczna, ale może będzie dla was niesamowita. Wydarzyła się ona około XIII wieku w miejscowości wam bardzo bliskiej. W tym to bowiem XIII wieku do naszych stron dotarli duchowni z zamiarem krzewienia wiary w Jezusa Chrystusa. Mieszkańcy z wielką uwagą słuchali słów o nowym Bogu. Uwierzyli w Niego. Ku Jego czci postanowili zbudować świątynię. Do zadań najważniejszych dla mieszkańców teraz należało wybrać miejsce i kształt Domu Bożego. Ustalono zgodnie że „Bóg ma mieszkać w centrum wsi, wśród cienistego lasu na małym wzniesieniu, gdzie śpiew ptaków nie umilka. Ochoczo przystąpiono do prac. Mieszkańcy ofiarnie włączyli się w gromadzenie materiałów, zwłaszcza, że w owych czasach nie było samochodów ciężarowych, dźwigów i pił motorowych, aby ciąć drzewa w dzikiej puszczy i je przewozić. Jedynym środkiem do pracy były silne ręce. Zaczęto karczować lasy, zwozić olbrzymie drewniane kłody. Po dniu takiej pracy robotnicy myśleli tylko o odpoczynku. Jakież było ich zdziwienie, kiedy rankiem pierwszego dnia nie znaleźli, zgromadzonego z takim wielkim trudem budulca. „Co się z nim stało? Gdzie jest nasz budulec na kościół?”- pytali. Rozbiegli się na wszystkie strony. „Gdzie jest drewno?” Nikt nie umiał odpowiedzieć im na to dręczące ich pytanie. „Gdzie jest?” Jakież było ich zdziwienie kiedy na wzgórzu zwanym Księża Góra znaleźli zgromadzony materiał tak jak poukładali go poprzedniego dnia. Jeszcze większe zdziwienie ogarnęło mieszkańców kiedy okazało się, że żadne ślady nie wskazują na działanie ludzkiej siły. Nasi przodkowie nie należeli do ludzi łatwo poddających się przeciwnościom. W końcu zgodzili się, że kościół stanie nie na szczycie góry zwanej Księżą. Młodsi żartowali sobie z tego zdarzenia. „To, jakieś psikusy”- mówili. Nazajutrz jednak przystąpili do pracy oczekując „niezwykłego zjawiska”. Ale nic się nie przydarzyło. Znużeni pracą poszli spać, zostawiając narzędzia i materiały do jutrzejszej pracy rzucone byle jak. Ależ po takim dniu któż by nie zasnął. Rankiem, gdy tylko wzeszło słońce mieszkańcy wioski gnani ciekawością ruszyli na plac budowy. I wyobraźcie sobie - budulca znów nie było. Historia ta trochę zaniepokoiła mieszkańców, to raczej nieprawdopodobne, żeby taką pracę wykonały „czyste siły”, a więc kto. Gdy przypadki powtarzały się kilka razy budowa kościoła stanęła pod znakiem zapytania, gdy jakieś „nieziemskie moce” przenoszą budulec, to znaczy, by kościół katolicki, został wybudowany na Księżej Górze. Legenda głosi, że mieszkańcom wioski ukazał się Św. Mikołaj z MIRY z przesłaniem, aby wybudowali kościół tam gdzie w „tajemniczy sposób” został przenoszony budulec. Tak też się stało i na szczycie Księżej Góry powstał drewniany kościół pod wezwaniem Św. Mikołaja biskupa z MIRY, żyjącego na przełomie III i IV w. Być może, że to tylko legenda, ludzkie bajanie, ale jak wytłumaczyć fakt, że patronem pierwszego kościoła został właśnie Mikołaj z Miry. Skąd sława jego dotarła do położonej wśród lasów maleńkiej wioski. A może wieś nasza była znanym miejscem targowym, gdyż Św. Mikołaj to nie tylko orędownik ubogich, ten który 6 grudnia przynosi prezenty, ale także patron kupców.